środa, 25 maja 2016

ROK 2064 - CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 3 dokończenie

ROK 2064

CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” 
ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 3 dokończenie






– Kurwa, ja idę szczać, a wy już polewajcie, bo mnie dziś moja wkurwiła, wydymała mnie, nie przyszła. Kurwa księżniczka, ona do zawodówki na imprezę nie przyjdzie przecież – to był głos mojej fascynacji seksualnej. Po chwili wszedł do kabiny obok i słyszałem jak z jego kutasa leje się mocny strumień moczu. Szkoda, że ściany między kabinami są murowane i nie ma w nich żadnej dziurki, by można było go podejrzeć. Chwilę to trwało, nim skończył. Słyszałem jak odrywa kawałek papieru toaletowego, pewnie do wysuszenia główki kutaska i dźwięk zamykanego zamka błyskawicznego. Potem już tylko szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami kabiny.

– O ja pierdolę, Marek coś ty za gorzałę kupił? – usłyszałem głos Andrzeja.
– No jaką, jaką? Ruską. Dobrą, bo tanią. I mamy literka w cenie połówki – odpowiedział Marek, którego kojarzyłem jako wysokiego blondyna z nieciekawą cerą.
– Co się cykasz Andrzejku? Jest butelka, jest impreza i starczyło  na dużą butlę Fanty – odezwał się trzeci głos rechocząc.
– Kurwa, panowie, ale my się tym usmarujemy równo i do obucha – przesadnie oburzał się Andrzej.
– A wy panowie teraz możecie mistrza Ireczka wycałować po dupie – dodał ten trzeci. – Czary mary i  mamy szklankę.
– O ja pierdolę, jaki zaradny, ale po dupie całuj się sam, jak potrafisz – recholał blondyn. – Może ty jak pies i jaja sobie liżesz.
– Marek zaraz ci przypierdolę, w ten rozhahany ryj! Nie jestem człowiekiem gumą, sam pewnie sobie kutasa usteczkami obciągasz. Polewaj, bo się ściemnia.
– Kurwa, Marek nie po pół szklany, bo kora tu zdusimy.
– Oj, panienki, walimy nasze kawalerskie – wyraźnie podniecony tokował Marek „Polejwóda”.
– Co to za gorzała?
– „Kremlowska”, czy jakoś tak.
- Ja pierdolę, to „karbidówka” żebyśmy nie poślepli.

niedziela, 14 lutego 2016

ROK 2064 CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 2

ROK 2064


CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY”
ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 2





Kilka dni przed Andrzejkami odpływałem w myślach, kreśląc scenariusze erotyczne. Po powrocie ze szkoły kładłem się na łóżku, zakładałem słuchawki od walkmana, którego sobie kupiłem na szesnaste urodziny i słuchałem płyty Michaela Jacksona „Dangerous” z moim ukochanym „Will You Be There” i „Black or White” Backstreet Boys, czy Wham!. Piotrek słucha disco-polo, a Andrzej jest rockowy, więc wspólnie słuchaliśmy jedynie notowań „Listy przebojów programu trzeciego”. Muzyka pozwalała mi, wyłączyć się i marzyć. Moje rozbudzone libido domagało się spełnienia. Wymyślałem historie, które mogą się zdarzyć w ten piątkowy wieczór. Robiłem przegląd szkolnych przystojniaków, przywoływałem ich obrazy z pamięci. Na czele listy był o rok młodszy Łukasz i o rok starszy Andrzej. Łukasz to taki fajny byczek, szatyn o twarzy aniołka, nigdy go nie widziałem z żadną dziewczyną, więc może coś jest na rzeczy? Z takim chłopakiem fajnie, by było mieć swój pierwszy raz. Nie miałem jednak pomysłu, jak do niego zagadać. Co, miałem się zapytać „ruchasz się?”. W odpowiedzi pewno otrzymałbym fangę w nos. Ale pomarzyć zawsze można, więc marzyłem sobie, że jego silne ramiona obejmują mnie, a jego pała rozrywa mój środek. Chciałem być w jego w żelaznym uścisku, czuć się stłamszony, osaczony i nim wypełniony. Ach, te wizje ale jak one się mają do rzeczywistości?

czwartek, 17 grudnia 2015

ROK 2064 CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 1


ROK 2064

CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY”

 ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 1 






 


Kurwa, jak ja nie znoszę listopada” myślałem, omijając chodnikowe kałuże na Alei Legionów, kierując się w stronę Placu Kościuszki, gdzie znajduje się mój przystanek autobusowy. Dziś samotnie wracałem późnym popołudniem do domu, spiesząc się na autobus. Pora zimnych wiatrów, szaro-bure ulice, a ludzie wkurwieni, odziani w ciepłe łachy, pozbawione kolorów. Latem na ulicach nawet takiego zadupia jak Łomża, można się przechadzać z przyjemnością. Czasem jest na kim oko zawiesić. Teraz z tego miejsca wyłazi jego prowincjonalność. Drzewa, krzaki dawno ogołocone z liści, ciągle pada, zimno i ciemno. O tej porze roku widać dopiero, jak to miasto jest brzydkie. Przypadkowa, powojenna zabudowa, miesza się z pretensjonalnym bałaganem ostatnich lat. „Gród nad Narwią” – miasto wojewódzkie, czyli koszmarna Polska rzeczywistość miast średniej wielkości. Zniszczonych przez wojenną zawieruchę, odbudowanych bez składu i ładu przez komunistów. To miejsce nie ma żadnego uroku, lekkości. Nie dosyć, że teraz piździ i podmuchuje, czyli pogoda seksualna, to masz wrażenie, że oblepia cię jakaś lepka i brudna magma.
 
Dziś walcząc z chłodem i deszczem, nie mam ochoty na codzienny obchód po centrum miasta. Spieszę się do domu, by wygrzać się w gorącej kąpieli i odprężyć po kolejnym, nudnym szkolnym dniu. Pod szkołą zostawiłem swoje przyjaciółki Ankę, Katarzynę i Justynę, które też dojeżdżają z pobliskich wsi i miasteczek. Codziennie po lekcjach łazimy Długą, Krótką, Farną, Dworną zaglądając do sklepów i zajadamy się ulicznym żarciem. Czasem wybierzemy się do kina Milenium, na jakiś film ale i tak nasz rytuał kończymy w autobusach komunikacji miejskiej. Dziś nie miałem ochoty na naszą popołudniową włóczęgę i klnąc pod nosem na „okoliczności przyrody” gnałem na najbliższy czerwoniak. Już w autobusie przyklejony do szyby, beznamiętnie patrząc na dobrze mi znaną drogę, rozmyślałem o rutynie i nudzie, w której byłem zatopiony. Przyszłość też nie zapowiadała się lepiej, a o przeszłości i teraźniejszości szkoda gadać. 

środa, 16 grudnia 2015

ROK 2064, CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ II - „ALBIN KOWALSKI I JEGO EDWARD KLUCZNIK”


ROK 2064

CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” 
ROZDZIAŁ II - „ALBIN KOWALSKI I JEGO EDWARD KLUCZNIK” 




Albin Stanisław Kowalski urodzony dwudziestego siódmego lipca tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku w Szpitalu Wojewódzkim w Łomży. Zamieszkały w Piątnicy. Syn Reginy i Władysława, brat Elżbiety (po mężu – Prusak) oraz Andrzeja i Piotra. 



Skończyłem szkołę podstawową i wybieram się do zawodówki, zostanę fryzjerem. Niestety, nie jestem tak pojętny jak moi bracia. Andrzej jest w czwartej klasie licealnej, a Piotr uczy się w technikum rolniczym w Marianowie i to on zostanie na gospodarce. Różnię się też od nich. Jestem bardzo szczupły, a urodę mam po matce. Ot, taki drobny blondyn, metr siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Dlatego nazywają mnie „Wypierdek” lub „Wiotki”. Oni to typowe byczki. Każdy blisko metr dziewięćdziesiąt wzrostu, o rozłożystych, umięśnionych ramionach, które od dziecka zaznały ciężkiej fizycznej pracy na gospodarce. Andrzej z Piotrem mogliby uchodzić za bliźnięta; widać po nich, że to krew ojca. Duże błękitne, wręcz chabrowe oczy, bujne, gęste włosy w kolorze miedzianego brązu. Każdego ranka im zazdroszczę. Śpimy w jednym pokoju. Ja na tapczaniku, oni dwaj na dużej, rozkładanej wersalce. Widzę ich duże stojące i nabrzmiałe pały, gdy wstają rano i przechadzają się po pokoju. Zawsze się zastanawiam, kiedy im te szwy w bokserkach puszczą i cała ich zawartość wypadnie. Niestety, to też nas też różni. Oni wciąż się ze mnie naśmiewają. 

– Wypierdek, ty to w ogóle masz chuja? – rechot. Albo: – Wypierdek, ty za babę możesz robić, byle by ci cyce urosły. 
– Pierdolcie się chamy – odpowiadam. 
– My mamy czym, ale z bratem nie wypada się pierdolić – brecht. 
– Wypierdek, tobie nawet jaj nie ma co golić, nic ci tam nie rośnie hahaha. Ty nie do zawodówki, tylko do przedszkola zapierdalaj.