poniedziałek, 26 września 2016

PIERDOLONY DZIEŃ, PIERDOLONE WAKACJE I POPIERDOLEŃCY - wstęp

Jako, że trochę mi się przeciąga praca nad losami Albina ,  czyli rozdziałem IV ,  wrzucam nowe, krótkie opowiadanko. Ono będzie miało tylko wstęp, rozdział i zakończenie.




PIERDOLONY DZIEŃ, PIERDOLONE WAKACJE I POPIERDOLEŃCY - wstęp



Gdy masz prawie siedemnaście lat i wszystko cię wkurwia, a do tego są wakacje, wtedy o jakiś przypał nie trudno i tak się właśnie dziś stało - o czym jeszcze nie wiedziałem. Obudziłem się po piątej rano, kurwa, oczywiście już jasno, jak to na początku lipca, ciepło w chuj, spałem tylko pod prześcieradłem, które teraz i tak jebało moim potem z mocą gnoju rozrzucanego na pole. Leżałem gapiłem się w sufit. Byłem rozkurwiony jak każdego ranka, a wszystko przez niego i pojebane życie.

- Kurwa, znowu ze dwie godziny męczarni – myślałem przewracając się dupą w stronę okna, patrząc się na mój pokoik. Kilka starych gratów; skrzypiące łóżko, stare krzesło, biurko, kilka półek i szafa z wypadającymi z jednej strony drzwiami, szara poplamiona wykładzina, nie zakrywająca w całości płytek PCV. Na podłodze moje brudne ciuchy: stare dresy, brudne skarpety, czapka, wymięta podkoszulka i zdeptane Adiki. Wszystko zaś co nowe, wszystkie gadżety , to ja zwlokłem w to miejsce. Przed sobą się nie wstydzę, że w ich posiadanie wszedłem nielegalną drogą. Tak jestem złodziejem, łobuzem – Kurwa takie życie, ja pierdole, oni zaraz wstaną, będzie tradycyjna, mało kulturalna wymiana zdań, trzaskanie drzwiami, darcie mordy, a on nie będzie mi dawał spokoju!

Przewróciwszy się cicho na brzuch, przypominałem sobie wczorajszy wieczór. W lasku przy rzece robiliśmy z ekipą ognisko, były kiełbaski i morze piwa stąd ten niesmak w ryju i suchość. Wstałbym ale nie wstanę, bo nie mam zamiaru dołączyć do codziennego piekła. Niech oni się tam najlepiej zapierdolą, będzie spokój! Choć doskonale wiem, że on mnie sponiewiera, nie da chwili wytchnienia, jak każdego ranka, będę się zwijał w pół i cierpiał , a ból psychiczny i fizyczny jest nie do zniesienia, chcę wyć do księżyca ale kurwa nie mogę. I jeszcze ten kac, no ja jebię.

środa, 25 maja 2016

ROK 2064 - CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 3 dokończenie

ROK 2064

CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” 
ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 3 dokończenie






– Kurwa, ja idę szczać, a wy już polewajcie, bo mnie dziś moja wkurwiła, wydymała mnie, nie przyszła. Kurwa księżniczka, ona do zawodówki na imprezę nie przyjdzie przecież – to był głos mojej fascynacji seksualnej. Po chwili wszedł do kabiny obok i słyszałem jak z jego kutasa leje się mocny strumień moczu. Szkoda, że ściany między kabinami są murowane i nie ma w nich żadnej dziurki, by można było go podejrzeć. Chwilę to trwało, nim skończył. Słyszałem jak odrywa kawałek papieru toaletowego, pewnie do wysuszenia główki kutaska i dźwięk zamykanego zamka błyskawicznego. Potem już tylko szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami kabiny.

– O ja pierdolę, Marek coś ty za gorzałę kupił? – usłyszałem głos Andrzeja.
– No jaką, jaką? Ruską. Dobrą, bo tanią. I mamy literka w cenie połówki – odpowiedział Marek, którego kojarzyłem jako wysokiego blondyna z nieciekawą cerą.
– Co się cykasz Andrzejku? Jest butelka, jest impreza i starczyło  na dużą butlę Fanty – odezwał się trzeci głos rechocząc.
– Kurwa, panowie, ale my się tym usmarujemy równo i do obucha – przesadnie oburzał się Andrzej.
– A wy panowie teraz możecie mistrza Ireczka wycałować po dupie – dodał ten trzeci. – Czary mary i  mamy szklankę.
– O ja pierdolę, jaki zaradny, ale po dupie całuj się sam, jak potrafisz – recholał blondyn. – Może ty jak pies i jaja sobie liżesz.
– Marek zaraz ci przypierdolę, w ten rozhahany ryj! Nie jestem człowiekiem gumą, sam pewnie sobie kutasa usteczkami obciągasz. Polewaj, bo się ściemnia.
– Kurwa, Marek nie po pół szklany, bo kora tu zdusimy.
– Oj, panienki, walimy nasze kawalerskie – wyraźnie podniecony tokował Marek „Polejwóda”.
– Co to za gorzała?
– „Kremlowska”, czy jakoś tak.
- Ja pierdolę, to „karbidówka” żebyśmy nie poślepli.

niedziela, 14 lutego 2016

ROK 2064 CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 2

ROK 2064


CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY”
ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 2





Kilka dni przed Andrzejkami odpływałem w myślach, kreśląc scenariusze erotyczne. Po powrocie ze szkoły kładłem się na łóżku, zakładałem słuchawki od walkmana, którego sobie kupiłem na szesnaste urodziny i słuchałem płyty Michaela Jacksona „Dangerous” z moim ukochanym „Will You Be There” i „Black or White” Backstreet Boys, czy Wham!. Piotrek słucha disco-polo, a Andrzej jest rockowy, więc wspólnie słuchaliśmy jedynie notowań „Listy przebojów programu trzeciego”. Muzyka pozwalała mi, wyłączyć się i marzyć. Moje rozbudzone libido domagało się spełnienia. Wymyślałem historie, które mogą się zdarzyć w ten piątkowy wieczór. Robiłem przegląd szkolnych przystojniaków, przywoływałem ich obrazy z pamięci. Na czele listy był o rok młodszy Łukasz i o rok starszy Andrzej. Łukasz to taki fajny byczek, szatyn o twarzy aniołka, nigdy go nie widziałem z żadną dziewczyną, więc może coś jest na rzeczy? Z takim chłopakiem fajnie, by było mieć swój pierwszy raz. Nie miałem jednak pomysłu, jak do niego zagadać. Co, miałem się zapytać „ruchasz się?”. W odpowiedzi pewno otrzymałbym fangę w nos. Ale pomarzyć zawsze można, więc marzyłem sobie, że jego silne ramiona obejmują mnie, a jego pała rozrywa mój środek. Chciałem być w jego w żelaznym uścisku, czuć się stłamszony, osaczony i nim wypełniony. Ach, te wizje ale jak one się mają do rzeczywistości?

czwartek, 17 grudnia 2015

ROK 2064 CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 1


ROK 2064

CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY”

 ROZDZIAŁ III - "ALBIN RURA DO ZAPCHANIA" Część 1 






 


Kurwa, jak ja nie znoszę listopada” myślałem, omijając chodnikowe kałuże na Alei Legionów, kierując się w stronę Placu Kościuszki, gdzie znajduje się mój przystanek autobusowy. Dziś samotnie wracałem późnym popołudniem do domu, spiesząc się na autobus. Pora zimnych wiatrów, szaro-bure ulice, a ludzie wkurwieni, odziani w ciepłe łachy, pozbawione kolorów. Latem na ulicach nawet takiego zadupia jak Łomża, można się przechadzać z przyjemnością. Czasem jest na kim oko zawiesić. Teraz z tego miejsca wyłazi jego prowincjonalność. Drzewa, krzaki dawno ogołocone z liści, ciągle pada, zimno i ciemno. O tej porze roku widać dopiero, jak to miasto jest brzydkie. Przypadkowa, powojenna zabudowa, miesza się z pretensjonalnym bałaganem ostatnich lat. „Gród nad Narwią” – miasto wojewódzkie, czyli koszmarna Polska rzeczywistość miast średniej wielkości. Zniszczonych przez wojenną zawieruchę, odbudowanych bez składu i ładu przez komunistów. To miejsce nie ma żadnego uroku, lekkości. Nie dosyć, że teraz piździ i podmuchuje, czyli pogoda seksualna, to masz wrażenie, że oblepia cię jakaś lepka i brudna magma.
 
Dziś walcząc z chłodem i deszczem, nie mam ochoty na codzienny obchód po centrum miasta. Spieszę się do domu, by wygrzać się w gorącej kąpieli i odprężyć po kolejnym, nudnym szkolnym dniu. Pod szkołą zostawiłem swoje przyjaciółki Ankę, Katarzynę i Justynę, które też dojeżdżają z pobliskich wsi i miasteczek. Codziennie po lekcjach łazimy Długą, Krótką, Farną, Dworną zaglądając do sklepów i zajadamy się ulicznym żarciem. Czasem wybierzemy się do kina Milenium, na jakiś film ale i tak nasz rytuał kończymy w autobusach komunikacji miejskiej. Dziś nie miałem ochoty na naszą popołudniową włóczęgę i klnąc pod nosem na „okoliczności przyrody” gnałem na najbliższy czerwoniak. Już w autobusie przyklejony do szyby, beznamiętnie patrząc na dobrze mi znaną drogę, rozmyślałem o rutynie i nudzie, w której byłem zatopiony. Przyszłość też nie zapowiadała się lepiej, a o przeszłości i teraźniejszości szkoda gadać.